Sylwester Szmyd

kolarz szosowy

Dwa tygodnie Vuelty za mną.

… a tak na prawdę to mój koniec tegorocznego wyścigu. Dziwnie, jako zawodnik nigdy się nie wycofałem a tym razem trzeba. We wtorek lecę już do Kanady na dwa klasyki w Quebecu i Montrealu, właściwie ostatnie przygotowania Petera do MS.


Vuelta była super doświadczeniem. Męcząca czasem bardziej niż na rowerze ale ciekawa sprawa zobaczyć wyścig z drugiej strony. Etap wygrany (mam nadzieje, że mój ostatni 14ty etap da nam drugie zwycięstwo), zielony koszul przez parę dni plus dobra pozycja Rafała w generalce.

Myślę, że “Zgreda” stać na top 5, czwarte miejsce w klasyfikacji jest jak najbardziej realne. Etap w Andorze był najcięższym dla niego ale głównie przez zimną pogodę. Słoweńcy sprawiają wrażenie, że są poza zasięgiem, choć sądzę, że Pogacar lepiej radzi sobie jak jest chłodniejsze dni a przy większych temperaturach jest mu ciężej.

Lopez za chwilę sam się wystrzeli w powietrze jak tak dalej Astana będzie jechać, a para Movistaru jadąc przeciwko sobie też ryzykuje więcej niż może zyskać jadąc na jednego lidera. To tak w skrócie, obserwując wyścig z samochodu, czasem pierwszego gdy jest odjazd.

Właśnie… Felix i Poljan wysłali mnie parę razy za odjazdem i przyznam, że to też super sprawa jak się walczy o zwycięstwo… „nogami kolarza”.

Co do Lopeza, nieraz pisałem czy wspominałem w wywiadach, że jak kolarz nie chce koszuli i oddaje ją podczas wyścigu to praktycznie zawsze koszul nie chce i jego na koniec. Tak też powiedziałem jak pierwszy raz Astana oddala koszul i coś mi się wydaje, że znowu mam rację, historia lubi się powarzać. Lopez zrezygnował z koszuli lidera jak mógł ją „wieźć”, to i nie zobaczy jej raczej w Madrycie.

Sylwester Szmyd • 6 września 2019


Previous Post