Krzysiek pomaga pomagać

Obecnie najwyższa oferta to 1200 zł.

Serdecznie zapraszam do odwiedzenia strony i poznania historii Krzyśka który po kilku latach po przejściu udaru postanawia pomóc innym potrzebującym. Miły gest kogoś, kto dawniej potrzebując ogromnego wsparcia, widzi teraz bardziej potrzebujących od siebie.
Na cel imprezy która odbędzie się 3-4 marca wystawiam na licytację koszulkę z autografami całej ekipy Liquigas-Cannondale 2012. Ja zaczynam od 100zł i mam nadzieję, że nie zostanie ona u mnie. Oczywiście tą „stówkę” przekażę na cel imprezy. Oferowaną kwotę proszę przesyłać na adres sylwesterszmyd@gmail.com (w temacie „licytacja”). Koniec licytacji przewidujemy na 21 lutego, godzinę 20.00 .

Walentynki w tym roku z Ivanem w pokoju hotelowym, bywa!


… od poniedziałku jestem na 3-dniowym zgrupowaniu w Laigueli blisko mojego domu, tak więc trenuje prawie po swoich terenach. Przynajmniej na granicy Liguri z Francja pogoda dopisuje.

Spojrzałem na treningowe zapiski, i tak między zgrupowaniem w Cecinie w styczniu a tym tutaj w Liguri przez 3 tygodnie trenowałem 14dni. W tym czasie przejechałem równo 70h treningowych, pomijając oczywiście te 7 dni odpoczynku i zrobiłem prawie 31 tys metrów przewyższenia… sądzę, że to całkiem nieźle jak na tak okrutną zimę w Europie a szczególnie w Italii.

Dość duża średnia, tak godzin jak i metrów na jeden trening, pozostałe 7dni po 1,5-2h lub bez roweru. Dane te były głównym argumentem by nie pojechać w przyszłym tygodniu z drużyną na zgrupowanie do Toskani i kontynuować dalsze przygotowania do sezonu w domu.

Jeśli w komentarzach ktoś zadaje pytania, postaram się zawsze odpowiedzieć, na miarę zdrowego rozsądku, bo np. Wiadomo, że przy 6watt/kg gdyby zawodowiec spadał z roweru to nie byłby zawodowcem… proste!
Nie mieszkam w Turbie, poniżej, bliżej morza, ale Turbie wraz z Col d’Eze w ostatnich dniach były najbardziej przejezdnymi półgodzinnymi podjazdami, tak więc często tam właśnie wjeżdżałem.

W przyszły weekend Lugano, życzę sobie tylko by nie padało, a tak to głowa już na P-N, a najbardziej na ostatnim etapie wkoło domu! Rozmawiałem nawet parę dni temu na treningu z Vino czy w 2001r jechali tak samo podjazd jak w tym roku, bo czas Frigo z tamtego dnia mnie przeraża… cóż, zobaczymy!

foto: ivanbasso

Wygrana Szmyda na Mont Ventoux była najbardziej sprawiedliwa

„Pamiętasz Mont Ventoux w 2009 roku? Jechałeś sam z Sylwestrem Szmydem, któremu w pewnym momencie odcięło prąd. Co myślałeś w tamtej chwili? Nie wiem czy wiesz, ale dzięki Twojemu zachowaniu na Górze Wiatrów zyskałeś w Polsce bardzo wielu fanów…

Bardzo miło słyszeć, że mam w Polsce swoich kibiców. Pozdrawiam Was wszystkich gorąco! Tamtego dnia Szmyd zasłużył na zwycięstwo. Obaj byliśmy mocni na podjeździe i obu nam zależało na dotarciu jak najszybciej do mety, bo ja mogłem zostać liderem, a on mógł wygrać etap. Myślę, że wygrana Szmyda była najbardziej sprawiedliwa.

A tak ogólnie to co myślisz o polskim kolarstwie? Znasz Sylwestra Szmyda, ale czy słyszałeś o innych naszych kolarzach, np. o Rafale Majce z Saxo Banku albo popularnym w Hiszpanii Karolu Domagalskim z Caja Rural?

Ze Szmydem wiele razy „stykałem się” w peletonie (śmiech). On jest świetny jeśli chodzi o dyktowanie tempa w górach, niewielu może się z nim równać. Z Majką nie miałem jeszcze okazji bliżej się poznać, a odnośnie Domagalskiego, to widziałem go tylko w telewizji.”

Fragment wywiadu jakiego udzielił Alejandro Valverde Natalii z portalu www.naszosie.pl

Akademia rowerowa 7 – w którym nawiążemy jeszcze do ubiegłotygodniowego tekstu, a także podpowiemy jak po ciężkim treningu dobrze zregenerować organizm


W poprzednim odcinku naszej Akademii Rowerowej zajmowaliśmy się treningiem kolarza amatora. Podaliśmy prosty plan tygodniowego treningu, z ukierunkowaniem na wyrobienie wytrzymałości tak potrzebnej w czasie długich wycieczek. Po licznych mailach, poprosiliśmy Sylwestra Szmyda o bardziej szczegółowe wskazówki dla zaawansowanych kolarzy.

- Jak już ktoś się wciągnie w regularną i systematyczną jazdę na rowerze i bedzie chciał ulepszyć, czy po prostu urozmaicić, swój trening to może wprowadzić do niego elementy siły lub szybkości, przeplatane modułami wytrzymałościowymi – mówi nasz kolarz grupy Liquigas.

Otóż sam trening wytrzymałościowy wydaje się być najprostszym. Służy do polepszenia właśnie wytrzymałości fizycznej, zwiększeniu naszej wydolności sercowo-naczyniowej i zgubieniu zbędnych kilogramów. Trening taki odbywa sie z reguły w tempie spokojnym, przy wyrównanym oddechu, czyli takim w którym możemy rozmawiać z kolegą który nam w takim treningu towarzyszy. Tu ważna uwaga – im trening dłuższy, tym lepszy – twierdzi Sylwester Szmyd.

Z kolei trening siłowy najlepiej wykonywać w górach, bądź na podjazdach pod większe wzniesienia. Charakteryzuje się przede wszystkim twardym, ciężkim przełożeniem i niską kadencją pedałowania (ok. 50 obr/min). Najlpiej zacząć od kilku powtórzeń (2-3minutowych pod górę), z czasem zwiekszając ilość powtórzeń i czas trwania cwiczenia.
Trening szybkościowy charakteryzuje sie utrzymaniem dużej kadencji (ok. 90-100 obr/min.) przez krótszy okres czasu. Możemy wykonywać kilkunastosekundowe przyspieszenia przy wysokim rytmie, czyli na lekkim przełożeniu. Jeżeli trenujemy w grupie dobrze byłoby wprowadzić elementy współzawodnictwa. Możemy na przykład kilka razy w czasie treningu ścigać się “na tablicę” lub na jakiś inny wybrany punkt. Będzie to naprawdę dobra mobilizacja dla każdego uczestnika takiego treningu.

Kolejna ważna uwaga – przy treningach siłowym i szybkościowym należy bezwzględnie pamiętać o regeneracji między powtórzeniami. Od niej właśnie w dużej mierze zależą nasze postępy.

- Po najlżejszym nawet treningu, należy nam się odpoczynek i regeneracja – twierdzi Sylwester Szmyd. – Zawsze uważałem i tak właśnie podchodzę do treningów, że dobrze odpoczywając poprawiam swój poziom sportowy. Dla mnie odpoczynek jest ważniejszy prawie od samego treningu. Dużo młodych kolarzy, cyklistów amatorów chcąc być coraz lepszym zapomina o tym tak ważnym elemencie treningu, jakim jest odpoczynek. Nie zauważaja oni, że są coraz słabsi właśnie dlatego, że trenują za dużo i myśląc że trenują za mało, nie odpoczywają i przetrenowują się jeszcze bardziej.

Przede wszystkim musimy zrozumieć, że nasz organizm potrzebuje odpoczynku do regeneracji. Jeśli czujemy sie zmęczeni po kilku dniach jazdy na rowerze, a zaplanowaliśmy sobie jakiś trening, to lepiej odpuścić ćwiczenia i pokrecić spokojnie albo w ogóle nie wsiadać na rower przez parę dni, jeśli czujemy jego przesyt.

A po samym treningu, pamietajmy o uzupełnieniu węglowodanów w jak najkrótszym czasie. Przy dłuższych treningach zużywamy glikogen w mięśniach i musimy go uzupelnić aby nasz trening przyniósł oczekiwany efekt. Na treningu na pewno straciliśmy też dużo płynów, które dla poprawnej regeneracji również musimy uzupełnić jak najszybciej.
Jeśli ktoś z nas ma takie możliwości, dobrze byłoby przy systematycznej jeździe przynajmniej raz w tygodniu udać się do masażysty. Dobrze wykonany masaż pozwoli szybciej usunąć z mięśni kwas mlekowy, a to z kolei pozwoli nam na szybsze zregenerowanie zmęczonych partii.

No i najważniejsze: sen, sen i jeszcze raz sen – podsumowuje temat regeneracji Sylwester Szmyd.
- Niech nam go nigdy nie brakuje, zwłaszcza przy coraz intensywniejszej jeździe na rowerze. Generalna zasada – im dłużejsz i ciężej jeździmy, tym dłużej śpimy.

Na Lazurowe też zawitała zima


Podejrzewam, że w Polsce mało kto w tych dniach wsiada na rower… chociaż muszę przyznać, że w przeszłości sam wyjechałem 2-3 razy na trening przy minus 18stC a jak było minus 10stC to w juniorach nawet i dystans jeździłem uznając, że to w miarę ciepło. Tyle, że może 20 lat temu to była norma i szkoda było się rozczulać nad sobą bo do dziś bym tak został siedząc w domu i patrząc przez okno na pogodę…

Na Lazurowe też zawitała zima. Alpy Nadmorskie pokryte od dziś śniegiem, nad morzem w ciągu dnia 11stC. Źle nie jest, zimno, ale udało mi się dojechać nawet na 900m, tak wiec spokój, byle znów się nie rozpadało.

W kolejnym miesiącu najczęściej będę podjeżdżać Col d’Eze czyli podjazd czasówki kończącej tegoroczny Paris Nice. Trochę przyspieszyłem w porównaniu do zeszłego roku z przygotowaniami ale nie jadąc TdF to nawet lepiej. Nawet jeśli 6watt/kg na ostatnim teście na szosie to już dobrze, trzeba do tego dołożyć jeszcze mnóstwo pracy nad wytrzymałością progową by na dużych górach od kwietnia było tak jakbym chciał.

W końcu jestem w domu


Bolgheri Superiore w kieliszku, czerwone mięso na talerzu, ciepło na dworze, żona w domu… oznacza to, że i ja w końcu jestem w domu!

Na zgrupowaniu spędziłem sporo godzin na rowerze a jutro wracam do konkretnej pracy.

Chciałbym bardzo polecić artykuł przybliżający trochę moja pracę. Dziękując autorowi nie do końca jednak wierzę, że zmieni on nastawienie wielu kibiców. Na podbicie serc ogółu polskich kibiców już dawno straciłem nadzieję (przy okazji dziękując za wsparcie wiernym i stałym kibicom).

Troszkę tylko przykro jak to właśnie w Italii wciąż mnie ludzie zaczepiają na ulicach, w supermarketach, po wyścigach, chwaląc, podziwiając i komplementując za wykonana pracę… a w Polsce spotykam się w mediach głównie z krytyką i niezrozumieniem.

Nie ważne, taki polski urok… Chciałbym tylko, byśmy za przykładem np Francuzów, nauczyli się mówić dobrze o swoim, nawet jeśli wiemy, że nie jest to szczyt szczytów w danej dziedzinie…Tdf… beaujolais…Voeckler i pewnie przykładów możnaby było mnożyć do woli.

ps. Wczoraj na treningu drugą cześć „La Madone” wjechałem 12minut wolniej niż Loeb rano… ale on oszukiwał, miał silnik!

foto: Liquigas(fb)

Przypomnienie prezentacji z poprzedniego sezonu


„Nazywam się Sylwester Szmyd, mam 32 lata, urodziłem się w Bydgoszczy, jestem kolarzem drużyny Liquigas-Cannondale.
Nazywam się Sylwester Szmyd, w drużynie nazywają mnie Silvestro, Silvester, kot Sylwester, kociak, kociak miau miau, koci wąs, „sylwas” (ten, kto jest w stanie to wymówić, w praktyce niewielu z moich zachodnich kolegów).
W wolnym czasie lubię latać samolotem, kończę kurs na pilota, został mi jeszcze tylko egzamin do zdania…
Latanie jest trochę podobne do jazdy na rowerze: z jednej strony wymaga fizycznego i mentalnego wysiłku, a jednocześnie sprawia, ze zapominasz o całym świecie, jesteś jakby zamknięty w sobie samym, zdany tylko na siebie.
Mój najpiękniejszy wyścig to etap pod Mont Ventoux, moje pierwsze zwycięstwo w zawodowym peletonie. Już kilka miecięcy wcześniej mówiłem, ze nastawiam się na ten właśnie etap, na ten konkretny dzień. Niektórzy we mnie wierzyli, inni mniej, ale ostatecznie udało mi sie tam wygrać. Na zawsze zostanie to dla mnie najpiękniejszym kolarskim wspomnieniem.
To, co mnie uderzyło w drużynie Liquigas-Cannondale, co jest może mniej wyraźne w wielu innych drużynach, to to, że kolarze są bardzo zgrani, tworzą jedną całość.
Zadaniem gregario jest poświęcanie się dla kapitana, ale też wiara w to, ze jest on w stanie dobrze wykorzystać zrobioną dla niego pracę.
Na sezon 2011 stawiam sobie dwa osobiste cele: Alpe d’Huez, jeden z etapów Tour de France. Wierzę, że będę mógł przynajmniej spróbować tam powalczyć. Drugi cel to Tour de Pologne, zaraz po Tour de France.”

Mój program startów w sezonie 2012

Dwa tygodnie świąteczne w Polsce szybko minęły. Grudzień najczęściej odczuwam jako okres przejściowy wprowadzający do nowego sezonu. Po Świętach jednak, jak już wracam na południe europy to zaczyna się prawdziwa ciężka i solidna praca do nowego sezonu.

Prezentacja drużyny na nowy sezon dwa dni temu bardzo mi się podobała, miła, przyjemna i krótka. Zaraz z Mediolanu pojechaliśmy prosto na zgrupowanie do Cecina Mare w Toskani.

Mój program startów w tym roku zaczyna się od Paris Nice, który prawdopodobnie poprzedzę startem w klasyku Lugano tydzień wcześniej, choć to nic pewnego. Tydzień później będę startować w Vuelta Catalunya skąd polecimy prosto na zgrupowanie na Teide.

Ze zgrupowania udam się na dwa wyścigi we Włoszech: Appenino i Giro Trentino, dwa dni w domu i Romandia po której odpocznę też tylko dwa dni w domu i wylot do Dani na Giro. Po Giro do kalendarza powrót Dauphine Libere po którym będę musiał solidnie odpocząć przed powrotem do przygotowań do drugiego Wielkiego Touru czyli Vuelty.

Program ładny, zobaczymy jak to wyjdzie w praniu… w większości sezonu mam obok Ivana, raczej nie do pomocy. Nie pojedzie on tylko Romandie i Dauphine.

Najlepszego na nadchodzące Święta Bożego Narodzenia


Można złapać doła patrząc za okno w Polsce… co nie zmienia faktu, że lotnisko im. Chopina na którym właśnie wylądowałem jest moim ulubionym. Świąt Bożego Narodzenia spędzonych w kraju, wśród najbliższej rodziny nie zamieniłbym na nic.
Ze swojej strony wszystkim którzy mi kibicują, wspierają oraz sympatykom kolarstwa, życzę najlepszego na nadchodzące Święta Bożego Narodzenia.

Na Sardynii dużo pracy, spokojnej, bez spalania. Śmieszne, że w grudniu 90% kolarzy siedziałoby na rowerze po 5-6h, wyciskając ostatnie poty a już na przełomie maja i kwietnia nie ma komu w wyścigach startować. taka mała dygresja z obserwacji zgrupowań zimowych ostatnich 10 lat w tym peletonie.
Mój plan startowy w sezonie 2012 wróci do normalności. Mógłbym powiedzieć, że będzie bardziej mi pasować, o tym jednak w styczniu po prezentacji drużyny.

foto: yfrog.com/user/ivanbasso

Konkursowa 13-nastka

Prawidłowa odpowiedź w naszym małym konkursie brzmi „13” (Catalunya, Trentino, Romandia, Giro, Tour, SanSebastian, Camaiore, Colorado, Quebec, Montreal, Emilia, Beghelli, Lombardia). Koszulki wylosowali: Pan Łukasz Bartczak i Pan Paweł Mrózek, gratulacje i pozdrowienia.