Wciąż „a tutta”

Dla mnie Trentino to wyścig na którym mam się pomęczyć, bez odpuszczania, wciąż „a tutta”. Tak uważa nasz dyrektor sportowy, ja również uważam, że właśnie teraz tego potrzebuję. Cała wczorajsza czasówka na „beztlenie”, dzisiejszy ostatni podjazd na prawie maksymalnych obrotach. Dużo pracowałem w ostatnim czasie, ale na treningu nigdy nie jeżdżę powyżej progu tlenowego, więc kiedyś trzeba to zrobić. Muszę się zdrowo pomęczyć.

Scarponi dziś wyglądał jakby ścigał się z młodzikami, sądzę, że nawet nie chciał ale po prostu czuł się tak dobrze, że ten skok wyszedł mu spontanicznie.

Tak wiec ja „pozaginam” się jeszcze jutro oraz w czwartek, sądzę, że na Giro już powinno być ok.

Gilbert… po prostu fenomenalny! Od początku roku spotykam go czasem na treningu, spokojny i skromny chłopak. Od lat, będąc co roku coraz lepszym, doszedł do poziomu najlepszego „klasykowca”… coś jak Bettini parę lat temu. Po Amstel mówił, że rozmawiając parę dni wcześniej z Rebbelinem, ten mu powiedział, że może wygrać wszystkie trzy klasyki jak on parę lat wcześniej, w tym momencie zostaje mu tylko Liege.

foto: www.bettiniphoto.net