Sylwester Szmyd

kolarz szosowy

Walking In My Shoes

… tym razem potraktuję to dosłownie. W końcu byłem tam gdzie moje miejsce i gdzie powinienem być. Grupetto z tymi którzy jako pierwsi „puszczają” pod górę to zdecydowanie nie moje miejsce. Oddychać jadąc pod górę na czele grupy, to coś niepowtarzalnego. Do tego te tłumy ludzi w końcówce Finestre… miałem dreszcze.

Enzo nie mówił bym zwolnił, sam zmniejszyłem tempo chwilę przed szutrami, bo widziałem, że jadę mocno a brakowało jeszcze 8km. Szutrowy odcinek wjechaliśmy raczej spokojnie, nie spodziewałem się, że przy ataku Purito Vincenzo puści koło… do szczytu jeszcze bym go dociągnął. W autobusie mówił tylko, że świetnie jechało mu się na moim kole a później w jednej chwili odeszły mu siły ale myślał, że wszyscy są już „ugotowani”.

Wciąż myślę jak bardzo pasjonujące by było Giro gdyby Scarpa i Enzo walczyli o zwycięstwo a nie o drugie miejsce.

Kiryienka dziś pojechał bardzo mocno. Mocny zawodnik który nigdy nie przelicza i przez to często nie wygrywa, należało mu się.

foto: Roberto Bettini

 

 

Sylwester Szmyd • 28 maja 2011


Previous Post

Next Post