Sylwester Szmyd

kolarz szosowy

3

Walking In My Shoes

… tym razem potraktuję to dosłownie. W końcu byłem tam gdzie moje miejsce i gdzie powinienem być. Grupetto z tymi którzy jako pierwsi „puszczają” pod górę to zdecydowanie nie moje miejsce. Oddychać jadąc pod górę na czele grupy, to coś niepowtarzalnego. Do tego te tłumy ludzi w końcówce Finestre… miałem dreszcze.

Enzo nie mówił bym zwolnił, sam zmniejszyłem tempo chwilę przed szutrami, bo widziałem, że jadę mocno a brakowało jeszcze 8km. Szutrowy odcinek wjechaliśmy raczej spokojnie, nie spodziewałem się, że przy ataku Purito Vincenzo puści koło… do szczytu jeszcze bym go dociągnął. W autobusie mówił tylko, że świetnie jechało mu się na moim kole a później w jednej chwili odeszły mu siły ale myślał, że wszyscy są już „ugotowani”.

Wciąż myślę jak bardzo pasjonujące by było Giro gdyby Scarpa i Enzo walczyli o zwycięstwo a nie o drugie miejsce.

Kiryienka dziś pojechał bardzo mocno. Mocny zawodnik który nigdy nie przelicza i przez to często nie wygrywa, należało mu się.

foto: Roberto Bettini

 

 

Sylwester Szmyd • 28 maja 2011


Previous Post

Next Post

Comments

  1. Logan 28 maja 2011 - 19:42

    Brawo Panie Sylwku! Dzisiaj Było świetnie! Szkoda trochę, że ta choroba się przyplątała ale odbije sobie to Pan na TdF wygraniem etapu 🙂
    Pozdrawiam !!!

  2. Mirek 28 maja 2011 - 21:18

    Za Dzisiejszy etap gratulacje i tak dalej….
    ale dla mnie to Giro zostanie jako Pana walka z przeciwnosciami i to jest dla mnie coś co nadaje sens bycia Pana fanem
    widziałem Pana twarz i cierpienie przed Zoncolanem i w Cortinie
    Myśle, ze ukończenie Giro jest tym co tylko może wzmocnić

  3. misiek 28 maja 2011 - 21:47

    Może się mylę…ale ta choroba mogła być dla Pana jak chrzest bojowy…pewnie już któryś w karierze.

    Teraz wie Pan przynajmniej co znaczy powrócić. Zazdroszcze uczucia i Gratuluje!

    Allez!!

Dodaj komentarz

Your email address will not be published / Required fields are marked *