Czułem się źle i to od początku, głównie „dzięki” Damiano, który próbował zabrać się w odjazd a mało kto chciał go puścić, przez co przez parę kilometrów była niezła „rzeźnia”. Damiano w końcu odjechał z kilkoma innymi i w grupie się trochę uspokoiło. Stelvio jakoś mi minęło, lubię długie podjazdy…
Etap 14 – Stelvio! Nic strasznego dla chcącego









