Sylwester Szmyd

kolarz szosowy

Właściwie to ciężko opowiedzieć o tym co się dzieje na etapach

… przed i po wyścigu. Tak sobie pomyślałem zastanawiając się o czym chciałbym dziś napisać. Krótko wrócę do wczorajszego etapu. Generalnie etap spokojny, ale 10 kilometrów przed meta była mega kraksa i wraz z „Rybą” zostałem w drugiej grupce. To jest szczegół. Finisz wygrywa Bettini, ale potem zostaje zdyskwalifikowany. Różne opinie słyszałem, ale według większości z nich sędziowie zrobili bardzo dobrze lub wręcz, że sędziowie zrobili źle bo powinni wyrzucić Bettiniego z wyścigu! Fakt, że Bettini nie może się tłumaczyć iż go nie widział. Zaczął finisz na środku drogi a skończył metr od barierek. Z kolei ma też swoje racje mówiąc, że to prowadzący decyduje o tym gdzie chce jechać i że postąpił tak jak się od młodzika kolarzy uczy tj. żeby finiszować przy krawędzi bo wtedy tylko z jednej strony można się spodziewać przeciwników. Prawdopodobnie gdyby się Cooke nie wywrócił, a tylko przyhamował (jak to zresztą dzień wcześniej zrobił Bettini na finiszu z Di Lucą) to by Bettiniego nie zdyskwalifikowano. Rację na pewno ma też Australijczyk mówiąc, że gdyby Paolo zostawił mu trochę miejsca to wygrałby z łatwością. Jakby nie było, mało ciekawie ten lot wyglądał. Dobrze że nic mu się nie stało.

Dziś Bettini trochę przesadził z tym odjazdem. W następnych dniach będziemy oglądać to co dziś już było widoczne, choć jeszcze nie do końca. Mam na myśli dwa wyścigi, jeden z przodu o wygranie etapu oraz drugi z tyłu o klasyfikację generalną. Łowcy etapów na tym Giro to przede wszystkim Hiszpanie oni po to tu przyjechali. Właściwie dziś jechaliśmy spokojnie, trochę dyktowaliśmy tempo do spółki z Domina Vacanze, ale po ostatnim podjeździe na jakieś 50 kilometrów do mety, kiedy już było tylko 1:30 straty do prowadzących część grup się zeszła i nagle nikogo nie interesowało już gonienie czołówki z Bettinim. My wiedzieliśmy doskonale że Di Luce zależy na tym etapie bo może wziąć też koszulę lidera. Podjechałem do niego z Damiano i zapytaliśmy co on robi!? Odpowiedział, że mają dwóch kolarzy z przodu i nie chcą gonić, a poza tym ich dyrektor sportowy nie daje im sygnału do pogoni. Na to Damiano odrzekł, że przecież Danilo może wziąć koszulę (w razie wygrania etapu), a jego koledzy to na pewno etapu nie wygrają! W końcu zaczęli gonić. Czasem trudno zrozumieć niektórych zawodników a jeszcze trudniej ich dyrektorów sportowych. Finisz nam nie wyszedł – Damiano nie był dziś wystarczająco mocny. Spokojnie, jest podenerwowany, niektórzy chcą żeby wszystko i w każdym terenie wygrywał. Przyjdą góry to zobaczymy. „Gibo” miał dwa dni temu gorączkę, a teraz boli go trochę gardło, tak że prawie głos stracił. Jeszcze jedno, wszyscy jak pamiętam, co roku narzekają na niebezpieczne końcówki etapów i mają rację. Mamo, myślę że naprawdę trzeba się namęczyć żeby znaleźć takie beznadziejne finisze. Chyba ten kto to ustala nigdy nie jeździł na rowerze albo to jakiś wyjątkowo sfrustrowany typ!

Sylwester Szmyd • 12 maja 2005


Previous Post

Next Post

Dodaj komentarz

Your email address will not be published / Required fields are marked *