Sylwester Szmyd

kolarz szosowy

7

Spokojny etap

Po tym jak z teoretycznie spokojnego etapu Sky zrobił nam ostrą jazdę przez 150km nikt już chyba Cavendischowi nie życzył wygranej na etapie.

Od wczoraj jest przy trasie ekipa z bydgoskiego fanklubu, zresztą wczoraj doskonale ich było widać a i jutro pod Pampeago też na pewno się pokażą. Oprócz fanklubu prawie codziennie spotykam wiele osób z Polski, większość z nich przyjechała specjalnie by nam kibicować. Popieram taki sposób turystyki.

Nawiąże krótko do pytań z komentarzy.

Ivan i ja rozumiemy się bez słów właśnie dlatego, iż mamy podobne charakterystyki i styl jazdy. Lubimy równe mocne tempo bez interwałów. Proszę zauważyć, że nie często typowy góral jest liderem drużyny na Wielkie Toury, nie był nim ani Armstrong ani Indurain itd. Ivan swoimi wynikami chyba już udowodnił, że jest idealnym liderem na WT.

Ciśnienie poranne w granicach 110/120- 50/70 a tętno 39-48.

Roadbook czyli Garibaldi właśnie taki jak linku. Również my jemy i lubimy czekoladę… i to jak!

Sylwester Szmyd • 24 maja 2012


Previous Post

Next Post

Comments

  1. ef jeden 24 maja 2012 - 22:44

    Panie Sylwestrze
    Dziękuję za znalezienie chwili i kilka słów wyjaśnienia. Hmmm, w takim razie Pański styl jazdy stawia Pana w gronie może nie „prawdziwych górali”, jak ich Pan sam określił, ale w gronie „wielkich górali”, że sobie pozwolę ich tak nazwać 🙂 Rzeczywiście, i Armstrong, i Indurain woleli atakować góry wysokim, ale raczej jednostajnym tempem. Zenek Jaskuła tego drugiego i Tony’ego Romingera ograł na górskim finiszu w Saint-Lary-Soulan, podczas pamiętnego Tour de France 1993, właśnie dynamicznym atakiem na ostatnich metrach. Ceną tego triumfu była prawdopodobnie słabsza czasówka kończąca tamten Tour i „tylko” najniższy stopień podium dla Polaka w Paryżu. O ile mnie pamięć nie zawodzi, Jaskuła nie był na starcie wyścigu liderem swojej grupy?

    A wracając do środowego etapu, to przez chwilę myślałem, że podobnie jak Przemek Niemiec, i Pan miał problem z rowerem. Na ostatnich kilometrach przed finałowym zjazdem również Scarponiemu dokuczały skurcze, ale chyba w porę zareagował…? Komentatorzy brytyjskiego Eurosportu zastanawiali się (ja zresztą także), czy Pańska długa jazda w ogonie topniejącego wraz z każdym kolejnym podjazdem peletonu była wynikiem braku ‚nogi’, czy raczej przyjętej przez Was taktyki. Stawiałem na to drugie, będąc przekonanym, że meldował Pan przez radio Ivanowi, kogo już zgubił, dyktując wysokie tempo. Przesunięcie się Pana na czoło na przedostatnim zjeździe tyko to potwierdziło. Mimo Pańskiego pecha, wszystko skończyło się dobrze, a Basso prawie że wygrał finałowy sprint!

    Jutro kolejne góry! Trzymam kciuki i pozdrawiam!

  2. Marcin 25 maja 2012 - 11:25

    Noo panie Sylwestrze, dziś specjalnie zawieszam remontowanie domu, żeby zobaczyć, jak będzie Pan prowadził Ivana na te przeklęte góry! Powodzenia, trzymam kciuki.

  3. lysysloik 25 maja 2012 - 14:09

    zdaje sie ze pana zajechali przez poprzednie 16 etapow.
    szkoda :/

  4. Artur 25 maja 2012 - 14:44

    Sylwek trzymaj się. Jestem wiernym fanem od wielu lat. Dla mnie jesteś najlepszym polskim kolarzem, bez dwóch zdań.

  5. lysysloik 25 maja 2012 - 15:19

    jak sie pan znalazl z powrotem w glownej grupie??

  6. lysysloik 25 maja 2012 - 16:35

    mozna powoli oglaszac ze iwan giro nie wygra. jechal swietnie, ale ryder jest w lepszej formie. i na dodatek jest faworytem czasowki.
    brawa dla iwana (walczyl jak mogl), czapki z glow przed hesjedalem.

  7. Sławek 25 maja 2012 - 16:54

    Dzisiaj był emocjonujący ten etap, w pewnym momencie wydawało się, że Kreuzigera wyprzedzi na ostatnim kilometrze Hesjedal, trzeba przyznać, że Kanadyjczyk zaskoczył.
    Dziękuję bardzo za odpowiedzi na moje dwa pytanka!
    Czekolada rządzi 🙂

Dodaj komentarz

Your email address will not be published / Required fields are marked *